pamiątki z wakacji

Nieoczywiste PAMIĄTKI Z WAKACJI— sprawdzone PRZEZ NAS

Nie polecamy Wam niczego, czego sami nie widzieliśmy na własne oczy. Każdy kierunek w tym zestawieniu to miejsce, w którym ktoś z naszego zespołu faktycznie był lub mieszkał.

Zamiast kolejnego, nudnego szablonu z internetu pod tytułem „Top 10 magnesów na lodówkę”, dajesz Wam żywe, przetestowane na własnej skórze rekomendacje. Oto skarby, które naprawdę warto przywieźć do domu.

ZAPLANUJ Z NAMI

PODRÓŻ NA WŁASNĄ RĘKĘ

Peru, Wietnam i Singapur — moje kierunki

W Peru zakochałam się w ręcznie tkanych tekstyliach z wełny alpaki — szale i kocyki, które kupuję na targu w Cusco, do dziś są najlepszej jakości rzeczami w moim domu (tylko trzeba zwracać uwagę na to co się wybiera, trafiają się również podróbki). Poza tym uwielbiam obrusy, kapy czy ozdoby do domu z charakterystycznymi pomponikami. Do tego andyjski kapelusz, który w Peru noszą tylko turyści, ale w Europie go kochamy i nie zliczę ile dostałam o niego pytań!

W Wietnamie z kolei najlepszym pomysłem okazało się uszycie ubrań i butów na miarę w Hoi An — mój płaszcz szyty tam w jeden dzień wciąż wygląda lepiej niż cokolwiek kupionego w Polsce. Do tego ręcznie tkane obrazy, kapelusz nón lá, prawdziwy wietnamski pieprz i sos rybny (o ile ktoś wybaczy zapach w walizce). Nie można nie wspomnieć o produktach z laki – pudełeczka, puzderka, talerzyki, miseczki. Dodają charakteru w domu, są funkcjonalne i przede wszystkim bardzo porządne i trwałe.

W Singapurze najlepszym „prezentem dla siebie” była kaya — lokalny dżem kokosowo-jajeczny — oraz herbaty TWG na wynos. Poza tym Singapur jest dość drogi i skupiłabym się tam na doświadczaniu, oglądaniu i przeżywaniu😉

pamiątki z Wietnamu, produkty z laki
pamiątki z Peru – ręcznie robione tekstylia

Tajlandia — moje dawne miejskie i plażowe podwórko

Ponieważ mieszkałam tam przez pewien czas, znam ten kraj od podszewki. Słynny balsam tygrysi to klasyk, który każdy zna, ale moim prawdziwym odkryciem stały się lokalne kosmetyki na bazie czystego oleju kokosowego. Ich jakość bije na głowę europejskie zamienniki z drogerii, a kosztują ułamek tej ceny. Uwaga na kosmetyki wybielające! W Tajlandii jest ich całe mnóstwo, a składy pozostawiają wiele do życzenia!

Jeśli szukacie czegoś eleganckiego, postawcie na naturalny tajski jedwab — to inwestycja dosłownie na pokolenia. A jeśli marzy Wam się idealnie skrojony garnitur lub garniturowa kamizelka, Bangkok i tamtejsi mistrzowie krawiectwa zrobią to równie perfekcyjnie, co pracownie w Hoi An.

Poza tym ubrania na targach są średniej jakości, ALE są tanie i niesamowicie wygodne. Uwielbiam nosić je w domu w Polsce podczas pracy zdalnej. 

Północ Tajlandii (Chiang Mai, Pai) to mekka dla osób, które uwielbiają rękodzieło, szczególnie biżuterię

Japonia — teren Dominika i Julki

Dominik i Julka są w tej kwestii absolutnie zgodni: najlepsza pamiątka z Japonii wcale nie musi opustoszyć Waszego konta bankowego.

Zamiast pamiątkowych figurek przywożą stamtąd rzeczowe konkretnie: ubiegane ubrania z japońskiego Uniqlo (gdzie jakość materiałów i wybór na miejscu całkowicie deklasują to, co znamy z Europy) oraz japońskie noże kuchenne. Nawet te kupione w zwykłym, osiedlowym markecie są tak ostre i precyzyjne, że gotowanie po powrocie staje się nowym hobby. A na drobne upominki dla znajomych genialnie sprawdzają się kosmetyki i urocze gadżety z popularnych dyskontów Daiso — tanie, pięknie zapakowane i przerażająco skuteczne.

Kenia i Tanzania — afrykańska specjalność Pauliny

Paulina przywozi ze swoich afrykańskich wypraw pamiątki, które nie kurzą się na półce, tylko natychmiast stają się częścią domowego życia. Jej absolutnym numerem jeden są plecione kosze plemienia Kikuyu — niezwykle wytrzymałe, idealne do przechowywania prania albo jako designerska osłonka na duże rośliny doniczkowe.

Oprócz tego w jej walizce zawsze znajdziecie:

  • Tradycyjne, wielobarwne chusty leso/kanga, noszone z klasą przez kobiety w całej Afryce Wschodniej,
  • Masajskie chusty shuka,
  • Ręcznie rzeźbione, drewniane figurki z hebanu wytwarzane przez rzemieślników z plemienia Akamba.

Z tanzańskich, żyznych zboczy Kilimandżaro Paulina nigdy nie wraca też bez pokaźnego zapasu świeżo palonej, aromatycznej kawy.

Korea Południowa — azjatycka miłość Julki

Julka przywozi z Seulu rzeczy, które uzależniają! Oczywiście, pielęgnacja i słynna K-beauty to punkt obowiązkowy, ale w jej bagażu znajdziecie znacznie ciekawsze zdobycze.

Przede wszystkim: najwyższej jakości czerwony żeń-szeń na wzmocnienie, eleganckie, płaskie metalowe pałeczki z długaśnymi łyżkami do zup oraz unikalne, organiczne herbaty z wulkanicznej wyspy Jeju. A dla łasuchów? Walizka bez zapasu pikantnych ramenów, żelków o dziwnych smakach i słynnych chrupiących migdałów w słodko-słonej posypce (smak Honey Butter to po prostu poezja!) po prostu się dla niej nie liczy.

prezenty z Kenii
kawa Luwak

USA — amerykański sen w wydaniu Oli

Większość osób przywozi z Ameryki elektronikę z jabłuszkiem i klasyczne jeansy Levi’sa. Ola podkreśla jednak, że największą frajdę sprawia przywiezienie artykułów spożywczych, których próżno szukać w naszych sklepach.

Jej spersonalizowana paczka z USA to przede wszystkim limitowane edycje babeczek Reese’s, śniadaniowe tosty Pop-Tarts, ekstremalnie pikantne przekąski Takis oraz oryginalne, gęste i dymne sosy barbecue, które nadają zupełnie nowy wymiar letniemu grillowaniu w Polsce.

Indonezja i Chiny — barwny świat Simony

Nasza Simona ma wyjątkowe wyczucie do pięknych przedmiotów i kulinarnych odjazdów. Bardzo dużo podróżuje, dlatego nie przywozi rzeczy zbędnych lub takich, które można zakupić u nas w kraju.

  • Indonezja: Ubrania oraz chusty wykonane techniką batiku, a także naturalne, ziołowe kadzidełka z Bali, które po zapaleniu natychmiast przenoszą myśli do tropikalnej dżungli. Dla odważnych poleca cukierki i przekąski na bazie kontrowersyjnego owocu duriana. Kawę luwak również uwzględnia na swojej liście, ale – jako odpowiedzialna podróżniczka – kupuje ją wyłącznie na sprawdzonych, etycznych plantacjach. Pamiętajcie, aby zwracać na to uwagę skąd bierzecie tę kawę!
  • Chiny: Z Chin Simona wraca z unikalnymi ubraniami z linii Adidasa projektowanymi wyłącznie na rynek azjatycki (niesamowite wzornictwo!) – czasami naprawdę trzeba się za nimi nabiegać, ale warto, słoikami oleju chili Lao Gan Ma oraz tradycyjnymi, czerwonymi plecionymi breloczkami na szczęście, które rodowici Chińczycy wieszają w domach.

Kambodża i Laos — wspólna miłość Simony, Irka i Moniki

Cała trójka bez zastanowienia wskazuje na te dwa kraje jako absolutną krainę rzemiosła.

W Kambodży zachwycił ich niewiarygodnie miękki khmerski jedwab oraz miniaturowe kamienne rzeźby tworzone przez lokalnych artystów, nawiązujące do architektury świątyń Angkor Wat.

Jednak ich absolutnym hitem kuchennym jest pieprz z regionu Kampot — zdaniem całej trójki to najbardziej aromatyczny, głęboki w smaku pieprz, jakiego kiedykolwiek używali w gotowaniu.

Z Laosu z kolei przywożą ręcznie tkane bieżniki i tekstylia od lokalnych gospodyń, mocną i ciemną tradycyjną kawę, domową whisky ryżową lao-lao oraz unikalną, srebrną biżuterię wykonywaną przez rzemieślników z górskich plemion.

Maroko, Jordania i Islandia — sprawdzony teren Irka

Irek kocha surowe krajobrazy i konkretne, tradycyjne pamiątki.

  • Maroko: Z wypraw na pustynię i do mediny w Marrakeszu warto wrócić z ciężkim, ręcznie tkanym berberyjskim dywanem, z czystą, tłoczoną na zimno oliwą arganową oraz zapasem aromatycznej mieszanki przypraw ras el hanout. Uwaga! Trzeba przemyśleć jak nadać do Polski wszystkie te pamiątki!
  • Jordania: Oprócz naturalnych, mineralnych mydeł z błota z Morza Martwego, Irek przywozi ze sobą małe dzieło sztuki — szklaną buteleczkę z artystycznie usypanym, różnokolorowym piaskiem z czerwonej pustyni Wadi Rum.
  • Islandia: Największy skarb to tradycyjny, islandzki sweter lopapeysa, tkany z nieskażonej praniem i chemią wełny islandzkich owiec. Noszony w chłodne dni w Polsce, jest nie do zdarcia i grzeje lepiej niż jakakolwiek puchowa kurtka.

Sri Lanka — nasza wspólna, wielka wyprawa

To była podróż, w którą wybraliśmy się prawie razem😁 Najpierw Irek z Moniką, a zaraz po nich ja podążyłam podobnym szlakiem razem z moim synkiem.

Wszyscy troje zgonie podpisujemy się pod trzema rzeczami, które musowo trzeba stamtąd przywieźć:

  • Prawdziwa cejlońska herbata – kupowana nie w markecie, ale bezpośrednio od zbieraczy na zielonych plantacjach w Nuwara Eliya.
  • Cynamon w laskach – prawdziwy cynamon cejloński jest miękki, kruszy się w palcach, ma mnóstwo cienkich warstw i pachnie zupełnie inaczej (słodziej i subtelniej) niż twarda kasja sprzedawana w polskich sklepach.
  • Kunsztowna koronka beeralu – ręcznie pleciona na drewnianych szpulkach przez starsze kobiety na południowym wybrzeżu wyspy. To tradycyjne rzemiosło, które niestety powoli zanika, dlatego przywiezienie takiej serwety to uratowanie kawałka historii.
  • Kosmetyki ze Spa Cejlon – to już moja osobista miłość, a mój synek mówi, że to „mamy świątynia”. Kocham te zapachy, kremy, maseczki balsamy. Spa Cejlon to marka, którą znajdziecie już na świecie (niestety nie w Polsce), ale wciąż trzyma poziom, a składy produktów są dość naturalne.
  • Maści i produkty ajurwedyjskie. Sri Lanka to prawdziwa stolica tradycyjnej medycyny Ajurwedy, a lokalne apteki i ogrody zielarskie to skarbnik naturalnych specyfików. Naszym absolutnym numerem jeden jest Siddhalepa Balm — ziołowa maść w małym, charakterystycznym słoiczku, nazywana lankijskim „balsamem tygrysim”. Działa cuda na ból głowy, przeziębienie, ukąszenia owadów i spięte mięśnie po długim trekkingu. Szukajcie dobrze ocenianych aptek i zawsze sprawdzajcie (w miarę możliwości) składy produktów!

Twój kierunek, Twoje unikalne skarby

Ta lista rośnie i zmienia się z każdą naszą kolejną podróżą — bo wierzymy, że najlepsze rekomendacje nie powstają przy biurku przed ekranem komputera, tylko w podróży, przy rozmowach z lokalnymi ludźmi.

Planujecie wyjazd do któregoś z tych miejsc?
Napiszcie do nas! Oprócz dopracowanego w każdym detalu planu podróży, dorzucimy Wam naszą prywatną, spersonalizowaną listę „co przywieźć i gdzie to wytargować” — bezpośrednio od osoby z naszego zespołu, która zna ten kraj jak własną kieszeń.

Ola
Ola

Zabrzmi to banalnie, ale po prostu kocham być w drodze.

Moim paliwem jest ciekawość – uwielbiam przyglądać się ludziom i odkrywać świat bez planu, poza szlakiem, na własnych zasadach. Robię to od lat, a od niedawna towarzyszy mi mój mały odkrywca, który o kolejną podróż pyta szybciej, niż zdążę rozpakować walizki.

Chcesz poznać autentyczne Peru lub poczuć magię Azji? Chodź ze mną, zaplanujemy to razem!